W tę szaloną sylwestrową noc!

Kategorie:

W tę szaloną sylwestrową noc!

Opublikowano: 28 grudnia 2022

No cóż moi drodzy, aż chce się napisać „święta, święta i po świętach”. Podobny tytuł miał blog napisany mniej więcej rok temu, tuż przed Wigilią. Zachęcam do odświeżenia, a kto nie miał okazji zapoznać się z rzeczonym wpisem – serdecznie zachęcam do lektury. Dziś jednak nie będziemy ponownie przyglądać się grzeszkom Mikołaja, albo sprawdzać czy nastąpiła u niego poprawa, lecz zajmiemy się… No właśnie. Ponieważ wpis, który czytacie jest dla mnie małym jubileuszem (to już 10 mój wpis na bloga), to pozwolę sobie w nietypowy sposób wprowadzić Was w zagadnienie, któremu się dzisiaj przyjrzymy behapowskim okiem, ale oczywiście w sposób zupełnie nieszablonowy.

Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w studiu telewizyjnym. Obok nas stoi nasza najbliższa rodzina – żona/mąż, rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, ciocie i wujowie – tylko trochę mniejsze grono. Taka powiedzmy reprezentacja naszej rodziny, z nami jako kapitanem na czele. Właśnie wybrzmiała znana w każdym polskim domu muzyka z czołówki programu gdzie dwie rodziny ciągną za rzepkę w przeciwnym kierunku. Publiczność bije brawo, na środek wychodzi dostojny i przesympatyczny Pan Karol. I aby tradycji stało się zadość, prowadzący z charakterystyczną dla siebie charyzmą opowiada żart:

– Puk, puk!
– Kto tam?
– Merry.
– Jaka Merry?
– Merry Christmas!

Zaraz po tych słowach publiczność szaleje. Owacje na stojąco wykonują tylko nieliczni, ale tylko dlatego, że pozostali widzowie zanoszą się śmiechem, co uniemożliwia im podniesienie się z krzeseł. Gdyby się im bliżej przyjrzeć, moglibyśmy zauważyć, że co niektórzy zapowietrzyli się ze śmiechu. Ale spokojnie. Nie ma powodów do obaw. Producenci programu już od emisji pierwszego odcinka zadbali o to, aby na sali był lekarz.

Teraz robi się już całkiem poważnie. Na środek wychodzimy my – kapitanowie, a naprzeciwko kapitan drużyny przeciwnej. Teraz z bliska rozpoznajemy w nim naszego sąsiada z góry, który zapytany za chwilę przez Pana Karola o hobby na pewno odpowie – „Wiertarki, piły i młotki. Niestety na hobby znajduję tylko trochę czasu po pracy, czyli około godziny 22, ale za to, żeby nadrobić zaległości to w weekendy i święta zaczynam już od samego rana”. Już wiemy, że nie możemy przegrać tej walki. Musimy dać z siebie wszystko. To będzie nasza słodka zemsta. Prowadzący czyta pytanie:
Z czym kojarzy nam się… (tutaj Pan Karol robi dłuuugą pauzę, przy której niezapowiedziana wizyta teściowej wydaje się być mgnieniem oka) SYLWESTER?

Kurka rurka! Sąsiad był szybszy. Widać te jego sprawne paluchy są też bardzo szybkie. Zdążył wcisnąć grzybka zanim pytanie wybrzmiało w naszych uszach i przesłało sygnał do mózgu z prośbą o odpowiedź ASAP. Jest jeszcze cień szansy, że przeciwnik na to pytanie odpowie „owca”, albo „lama”… Przecież historia programu zna takie przypadki. Niestety. Odpowiedź brzmi – „szampan”. Pan Karol odwraca się na pięcie w kierunku tablicy z wynikami. Biing, jest taka odpowiedź, ale na szczęście nie najwyżej punktowana. To nasza szansa! Już zdążyliśmy ochłonąć, reflektory już rażą jakby mniej, wszechobecne kamery wcale nie wydają się takie wielkie, a na publiczności to już w zasadzie nie zwracamy większej uwagi.

Mózg przeanalizował pytanie i podesłał nam kilka opcji do wyboru. Wy już wiecie, że tematem dzisiejszego bloga będzie Sylwester. Teraz tylko trzeba doprecyzować – nad czym się pochylimy w dalszej części tekstu. Już wiemy, że alkohol to nie jest najwyżej punktowana odpowiedź więc co wybieramy?

  1. Kto wystąpi w sylwestrowym odcinku specjalnym Familiady?
  2. Sylwester… Stallone – życie i twórczość.
  3. Fajerwerk, wybuchy i eksplozje.

Tak jest! Odpowiedź „3”. Fajerwerki, wybuchy i eksplozje. To jest to, czego PSP, OSP, SOR, PPOŻ i BHP najlepiej chciałyby zakazać. Oczywiście ktoś może się na to oburzyć i powie, że „wszystko jest dla ludzi”.

I ja również osobiście też jestem takiego zdania. W końcu ktoś i po coś wymyślił te i inne mniej, lub bardziej fajne rzeczy. Ja jednak trochę zmodyfikowałbym to zdanie – „wszystko jest dla ludzi, ale nie wszystkich”. I tutaj znowu ktoś się nie zgodzi. Dlaczego innym można byłoby więcej?

Dużo w tym racji. Z drugiej jednak strony rzadką niestety sytuacją jest gdy ktoś szczerze przed samym sobą jest w stanie powiedzieć – OK, to nie jest dla mnie. Nie znam się na tym. Za słaby w tym jestem. Nie umiem się z tym obchodzić. Nie chcę tego robić, bo mogę zrobić krzywdę sobie lub komuś innemu. Najczęściej jest to jednak działanie z myślą – „spróbuję, co złego może się stać?”. Bardzo dużo może się stać.

Zawężając jednak problem tylko do fajerwerków. Licząc tylko w ostatnich latach, do sytuacji tragicznych dochodzi na całym świecie. Nie jest to tylko polska „specjalność”. Dwa lata temu we Włoszech zginął 13-letni chłopiec, trafiony w brzuch prawdopodobnie wystrzeloną petardą. W tamtym czasie we Włoszech odnotowano 79 osób z obrażeniami w wyniku zabawy z fajerwerkami. Problemem nie jest tylko mniejsza świadomość i ocena ryzyka młodocianych użytkowników. Potwierdzeniem tego są też dwa przypadki śmiertelne z ostatniego Sylwestra w Niemczech i Austrii. Ofiarami byli 37-latek oraz 23-latek. W tym samym czasie, w Warszawie petarda odpalona przed blokiem spowodowała pożar balkonu i mieszkania. W Kaliszu 14-letni chłopiec i 25-letni mężczyzna zostali przewiezieni do szpitala z ryzykiem utraty wzroku na skutek poparzeń twarzy.

Takich i podobnych wypadków można byłoby przytaczać bez końca. Liczę jednak, że każdy z nas wie doskonale, jak cennym darem jest zdrowie i życie każdego z nas, a jakim niebezpieczeństwem ze strony osób nieletnich, nieodpowiedzialnych czy też nietrzeźwych (to wcale nie muszą być trzy osobne grupy ludzi) może być chwilowe zatracenie się w noworocznym szale świętowania. Chcąc użytkować różnego rodzaju fajerwerki i petardy, pamiętajmy aby kupować je tylko z legalnych i sprawdzonych źródeł. Wiele wypadków następuje na skutek używania petard domowej produkcji. Co do samego ich używania – często pojawiają się wątpliwości jak to z tymi przepisami jest? Czy to prawda, że w Polsce obowiązuje zakaz odpalania fajerwerków poza 31. grudnia i 1. stycznia? Prawda jest taka, że nie istnieje żaden przepis ani ustawa, która by tego zabraniała w pozostałe dni roku. Tutaj jednak należy pamiętać, że poza Sylwestrem możliwość ich odpalania mamy na terenie prywatnym i pod warunkiem, że nie będziemy zakłócać porządku publicznego czy też spoczynku nocnego.

Będąc przy przepisach, warto wspomnieć, że w styczniu 2016 roku wydane zostało rozporządzenie odnośnie BHP przy produkcji, transporcie wewnątrzzakładowym oraz obrocie materiałów wybuchowych, w tym wyrobów pirotechnicznych. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy zajmują się lub mają w planach w przyszłości zająć się tą dziedziną.

Nie chciałbym jednak całego wpisu poświęcać na moralizatorskie hasła i prośby o zachowanie szczególnej ostrożności. Liczę na to, a nawet jestem przekonany, że osoby, które z własnej, nieprzymuszonej woli czytają wpisy na blogu na stronie BHP, są osobami o wysokiej kulturze bezpieczeństwa. Czy mam rację? 😊

Nie byłbym też sobą, gdybym nie odniósł się do świata filmu w tematyce, którą poruszam 😊

Czy myśleliście kiedyś, które filmowe eksplozje zrobiły na Was największe wrażenie?

Ja w moim przypadku pewnie mógłbym to podzielić na dwa okresy – wczesny VHS i obecne czasy z CGI na czele. Choć oczywiście jest kilka wyjątkowych twórców którzy piękne wybuchy potrafią nam zaprezentować na ekranie bez używania efektów specjalnych, jak choćby Christopher Nolan.

Dla mnie jednym z pamiętnych wybuchów jest ten ze snu Sary Connor z filmu Terminator 2, w którym pojawia się atomowe zniszczenie Los Angeles. Scena do dzisiaj robi ogromne wrażenie pomimo, iż film powstał w 1991 roku!

Dużo krótszą, aczkolwiek pochodzącą z jeszcze starszego filmu jest scena zniszczenia Gwiazdy Śmierci z filmu Powrót Jedi (1983r.). Jako fan oryginalnej trylogii nie mogłem tego pominąć w moim małym rankingu. Chociaż tutaj trzeba dodać, że w roku 1997 przy okazji odświeżenia i dodania kilku zmian przez Georga Lucasa, dodano również do sceny wybuchu nuklearną falę uderzeniową, co jeszcze bardziej wzmogło efekt.

Pozostając w klimatach kosmicznych. Kto z nas nie uronił łezki w scenie zniszczenia asteroidy pędzącej w kierunku ziemi, którą bohaterskim poświęceniem zniszczył nie kto inny jak sam Bruce Willis w filmie Armageddon z 1998 roku. Pięknie zmontowana scena mieszanki radości ze smutkiem, w połączeniu z poruszającą muzyką, jak to się mówi „zrobiły robotę”.

Wracając na ziemię i spuszczając nieco z tonu. Teraz inna scena z wybuchu, która na zawsze wryła się w moją pamięć. I tutaj pewnie duże zaskoczenie. Mam na myśli polski film z 1995 roku w reżyserii Marka Koterskiego pt. „Nic śmiesznego”. Kto oglądał, ten już pewnie się domyśla, że mowa o scenie z wysadzeniem mostu na potrzeby filmu „Klęska”, którego to drugim (jak zawsze) reżyserem był główny bohater, w którego kapitalnie wcielił się Cezary Pazura. Most, o którym mowa był o tyle ważny, że na jego budowę przeznaczono większą część budżetu całego filmu. Zniszczenie wyszło całkiem efektownie lecz problem w tym, że nie zostało zarejestrowane przez żadną z kamer na skutek…uniesionej ku górze czapki. Pomimo całego komizmu sceny, trzeba przyznać, że jako Polacy również nie mamy się czego wstydzić w tej kategorii i wybuch, który ukazał się widzom na ekranie wyglądał całkiem efektownie.

Warto jeszcze napisać słowo o największej eksplozji w filmie w sensie dosłownym, a nie tylko w odczuciu artystycznym. Bond. James Bond. Mowa tutaj o 24(!) i na razie(?) przedostatniej odsłonie przygód Agenta Jej Królewskiej Mości. Film 007 „Widmo” (Spectre, 2015r.) do Księgi Rekordów Guinnessa został wpisany za sprawą niesamowitej sceny nakręconej w Maroku, do której wykorzystano 33 kg materiałów wybuchowych i blisko 8500 litrów paliwa! Co nawet przy jego cenach z roku 2015roku musiało zrobić wrażenie. Była to jednak tylko kropla w morzu z 250 milionowego budżetu (mowa oczywiście o amerykańskiej walucie). Sama detonacja trwała niespełna 8 sekund, ale to wystarczyło do zapisania się w historii kina.

Na osobne miejsce zasługuje wybuch z filmu o jednym z moich ulubionych bohaterów dzieciństwa – Indiana Jones. Co ten człowiek przeżył i z jakich opresji wychodził cało, wiedzą tylko Ci, którzy…oglądali filmy z Harrisonem Fordem w tytułowej roli 😊

Gdybym zapytał fanów lub chociaż osoby, które pamiętają co nieco z tych filmów – co przychodzi Wam na myśl gdybyśmy zrobili takie równanie: Indiana Jones + wybuch =?

Ktoś, coś? O tak, tutaj widzę uśmiech. Udało się skojarzyć scenę. A dla tych, którym jeszcze nic nie świta, dodam jeszcze jeden składnik: Indiana Jones + wybuch + lodówka =?

Teraz już było proste, prawda? Oczywiście chodzi o początkową scenę z czwartej części Indiany Jones’a – Królestwo Kryształowej Czaszki (2008). Przypomnę, a dla niewtajemniczonych przybliżę o co chodzi. Nasz bohater znajduje się w wyludnionym mieście i szybko orientuje się, że trafił w miejsce prowadzenia testów jądrowych, a bomba ATOMOWA za chwilę wybuchnie. Prawda, że sytuacja jest gorzej niż beznadziejna? Wcale nie! Albo przynajmniej tylko dla nas, ale nie Indiana Jones’a! Co robi nasz bohater? Chłodna kalkulacja i bystrość umysłu robi swoje. Indy wbiega do najbliższego domu i wywala wszystko z lodówki (szczęście, że to nie był okres przedświąteczny, bo raz że żal bigosu, a dwa – pewnie biedak nie zdążyłby opróżnić lodówki ze wszystkich przygotowanych potraw), po czym wchodzi do niej i zamyka się od wewnątrz. W kolejnym ujęciu widzimy bardzo efektowny wybuch z potężną falą uderzeniową, by już za chwilę zobaczyć scenę psującą cały realizm sytuacji, gdy z lodówki najpierw wyrzuconej w powietrze, a następnie koziołkującej po lądowaniu po przebyciu co najmniej kilkuset metrów, bez większego szwanku wychodzi nasz bohater. No jak tu nie kochać Indiany Jones’a? 😊

Dodać trzeba, że reżyserowi tego filmu Stevenowi Spielbergowi dostało się po uszach za absurd tej sytuacji. Jak sam jednak przyznał w jednym z wywiadów “To był mój głupiutki pomysł, z którego jestem naprawdę dumny”. Z czego wynika zatem ta duma? Jest takie amerykańskie określenie w kinematografii – „przeskakiwanie rekina”. Pojęcie to oznacza, moment w danej serii filmów, po którym fabuła jest już tylko gorsza. Po całym tym zamieszaniu z nieszczęsną lodówką, określenie to przez wielu zostało zastąpione „nuke the fridge” co można przetłumaczyć jako „nuklearna lodówka” lub „bombardowanie lodówki”. Kogo nie rozpierałaby duma, gdyby to przez niego zostało wprowadzone nowe określenie, które używa się w samych Hollywood?

Temat wybuchów zamknijmy w lodówce 😊

I już zupełnie na koniec, dla tych najwytrwalszych, którzy przebrnęli przez powyższy wpis mała nagroda w postaci noworocznych zwyczajów nie tylko z tych odległych zakątków świata.

Czy wiecie, że w Australii powszechnym zwyczajem jest wyjście o północy na ulice i głośne uderzanie o patelnie i garnki? Im głośniej, tym większa szansa na pomyślność w nowym roku. Ciekawe jaki poziom decybeli moglibyśmy zmierzyć w tym czasie?

W Ekwadorze, zamiast puszczania fajerwerków, przed domami odbywa się palenie strachów na wróble. Wierzę, że jak przystało na prace szczególnie niebezpieczne, przy każdym biedaku, który płonie (jest to być może daleki krewny naszej Marzanny) znajdują się gaśnice oraz koc gaśniczy.

W Japonii ciekawym zwyczajem jest złożenie noworocznych postanowień w postaci lalek Darumy, które są o tyle specyficzne, że są puste w środku i nie mają kończyn oraz oczu. Jedno oko malowane jest w momencie wypowiadania życzenia, a drugie gdy to życzenie już się spełni. Jeżeli to się nie uda – lalka musi być spalona podczas kolejnego Sylwestra.

W Argentynie wierzą, że pomyślność w nowym roku zapewni wejście w niego prawą nogą. W praktyce wygląda to tak, że przed północą wszyscy stoją na lewej nodze, a prawą stawiają w momencie wybicia północy. Wyobrażacie sobie takie tłumy „bocianów” na naszych plenerowych koncertach, albo na domowych imprezach? Myślę, że dla niejednego uczestnika zabawy noworocznej o tej godzinie to byłoby już nie lada wyzwanie. 😉

Niemałym wyzwaniem z pewnością jest też zwyczaj z Hiszpanii, który nakazuje zjedzenie 12 winogron. Oczywiście nie kiści, ale pojedynczych owoców. Zapytacie w czym problem? Ano w tym, że jedno winogrono trzeba zjeść, po każdym wybiciu zegara. Po pierwsze – trzeba szybko przeżuwać, a po drugie jeżeli takie winogrono wymsknie nam się z rąk, to będziemy musieli żyć cały nowy rok z przekonaniem, że to nie będzie nasz najlepszy czas w życiu.

A gdyby tak zrobić level hard i połączyć zwyczaj argentyński z hiszpańskim? Kto próbuje w tym roku?😊

W Danii natomiast przyjęło się rozbijanie naczyń o drzwi przyjaciół. Im więcej przy drzwiach potłuczonej porcelany, tym większe grono wiernych przyjaciół. No chyba, że ktoś akurat będzie wychodził ze swojego mieszkania w momencie gdy, jego bliski przyjaciel postanowi w tym samym momencie wyrazić swoje uczucie. Taka relacja może być wystawiona na niemałą próbę. Z drugiej jednak strony wiemy, że wiele pięknych przyjaźni rodzi się w bólu.

W Grecji piecze się placek św. Bazylego i w środku ukrywa monetę. Szczęśliwiec, który ją odnajdzie w swoim kawałku może spodziewać się szczęścia i obfitości w nowym roku. Oczywiście zaraz po tym jak odwiedzi dentystę i sowicie zapłaci mu za ukruszony lub wyłamany ząb. Ale czyż nie jest warto dla gwarancji szczęścia na cały kolejny rok?

Z kolei w Puerto Rico, należy wlać wodę do garnka i patelni, a o północy wylać ją przez okno. Biedni przechodnie. Chociaż dostając kubeł zimnej wody z I piętra przy 20°C nie jest tak opłakane w skutkach jak mogłoby to być u nas przy -10°C.

Jako ostatni kraj zostawiłem sobie Turcję, żeby noworoczny wpis zakończyć bombowo. Tutaj bowiem też trzeba wyrzucić coś przez okno, ale nie jest to woda, a granat… Pragnę tylko uspokoić, że pierwsze skojarzenie jest błędne. Chodzi oczywiście o owoc. 😊

A co dla Was z polskiej perspektywy wydaje się najdziwniejszym/najciekawszym zwyczajem noworocznym? A może macie jakieś własne zwyczaje czy rytuały?

W imieniu swoim oraz całej drużyny Sela, życzymy Wam ogromnej ilości zdrowia oraz spełnienia wszelkich marzeń, a także realizacji wszystkich planów oraz noworocznych postanowień. Bądźcie bezpieczni nie tylko w Sylwestra, ale i każdy kolejny dzień. Do zobaczenia w Nowym Roku!

Autor – Stanisław Leszczyński

Źródła:
https://film.wp.pl/spielberg-jest-dumny-z-atomowej-lodowki-6024511566971521a
https://kronikidziejow.pl/porady/top-7-najdziwniejszych-tradycji-sylwestrowych-na-swiecie/
https://prostoopodrozach.pl/porady-i-lifestyle/porady/zwyczaje-sylwestrowe-ze-swiata

Polecane wpisy na naszym blogu
Sela BHP - gdy bezpieczeństwa brak

Gdy BEZPIECZEŃSTWA brak…

Nasza sytuacja geopolityczna nie napawa dziś optymizmem. Kanały informacyjne w telewizji czy radiu włączamy z dziecięcą nadzieją, że może jeśli czegoś nie widać, to tego

CZYTAJ DALEJ »
Zainteresowany współpracą?
Sprawdź naszą ofertę i skontaktuj się z nami
Zadzwoń
+48 509 127 746
Zadzwoń
Przewiń do góry