Za bezpieczny weekend Włodziu

Sela BHP - za bezpieczny weekend Włodziu

Za bezpieczny weekend Włodziu

Opublikowano: 30 kwietnia 2022

Wielu z Was zapewne czytając tytuł bloga, miała przed oczami znaną scenę z filmu „Chłopaki nie płączą” w reżyserii Olafa Lubaszenko, gdzie dwóch policjantów w Polonezie wznosi toast za bezpieczny weekend właśnie. Scena, pomimo iż zabawna porusza bardzo ważną kwestię, która pomimo upływu ponad 20 lat, wciąż jest aktualna.

‍Wielkimi krokami zbliża się powszechnie uwielbiany i wyczekiwany przez miliony Polaków początek maja, a co często się z tym łączy – długi weekend. Dla wielu z nas, jeśli tylko pogoda nie zdecyduje inaczej, majówka oznacza początek okresu grillowego. Gdy połączymy ze sobą takie hasła jak majówka+grill+długi weekend+piękna pogoda+spotkanie z rodziną i przyjaciółmi, to często warunkiem ich realizacji, okaże się konieczność podróży.

Bez względu na to, czy wyjazd wiąże się z dużą wyprawą czy tylko szybkim wypadem za miasto, to chyba zgodzimy się wszyscy, że nigdy nie możemy zapominać o naszym bezpieczeństwie na drodze.

Pomimo licznych apeli przy okazji wszelkich świąt, które wiążą się z licznymi wyjazdami, apeluje się o odpowiedzialność kierowców, o zachowanie bezpiecznych prędkości, o niekierowanie samochodem pod wpływem alkoholu, to jednak za każdym razem dane z policyjnych statystyk przy podsumowaniach tych okresów, są często zatrważające. Liczba wypadków, ofiar śmiertelnych czy kierowców na podwójnym gazie nie przestaje przerażać. Nasuwa się jedno, bardzo ważne pytanie – dlaczego tak się dzieje mimo ciągłego nagłaśniania problemu, ciągłej walki z tym zjawiskiem oraz wydawać by się mogło, coraz większej świadomości kierowców.

Pamiętajmy, że wsiadając „za kółko” nie stajemy się nagle kimś innym. Nie jesteśmy bohaterem gry wideo, który w razie niepowodzenia odrodzi się bez większego szwanku, aby kontynuować swój szaleńczy wyścig lub niebezpieczną misję. Nie jesteśmy też bohaterem filmu akcji, którego pościg jest efektem pracy całego zespołu ludzi, którzy zadbali o odpowiednią synchronizację kolejnych sekwencji, pracę kaskaderów, nierzadko efektów specjalnych, gdzie i tak bardzo często konieczne jest powtórzenie sceny. Pamiętaj – w życiu nie będzie kolejnego dubla w przypadku niepowodzenia, nie masz kilku żyć czy też powrotu do wcześniejszego zapisu stanu gry. Zapewne ktoś sobie teraz pomyśli, że każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę i że są to rzeczy oczywiste. Tylko czy na pewno?… jeżeli tak jest to dlaczego KAŻDEGO DNIA na polskich drogach zatrzymuje się SETKI pijanych kierowców? A ilu z nich nie zostało zatrzymanych przez patrol? Nie wiem, czy chciałbym poznać tę liczbę, bo mogłaby przerazić.

‍Jest kilka bezpiecznych sposobów na to, aby poczuć dreszczyk emocji czy zastrzyk adrenaliny siedząc za kierownicą lub choćby obserwując popisy mistrzów w tej dziedzinie. Począwszy od najłatwiej dostępnych i wspomnianych już wcześniej gier wideo czy filmów akcji, poprzez zafundowanie sobie wypadu na gokarty lub wykupienie kursu bezpiecznej jazdy, gdzie możemy sprawdzić się w trudnych warunkach, a przy okazji nabyć umiejętności, które mogą się okazać przydatne w codziennym życiu. Jeżeli dla kogoś to nadal za mało, proponuję wybrać się na dowolny rajd samochodowy (których w Polsce nie brakuje), aby obejrzeć w akcji prawdziwych rajdowców i poczuć tę adrenalinę. A jeżeli to nadal za mało, to już chyba zostaje tylko wyrobienie licencji kierowcy rajdowego, a wtedy to już legalnie można wcisnąć gaz do dechy i mknąć przed siebie. Spodziewam się w tym momencie argumentów od części z Was, że hola, hola – przecież to wszystko kosztuje. Oczywiście! Zgadzam się – to kosztuje. Pamiętajmy jednak, że i tak jest to dużo mniejszy koszt, niż moglibyśmy ponieść, wsiadając do swojego auta z całą naszą rodziną, będąc pod wpływem alkoholu lub zamieniając się w Burta Reynolds’a z filmu „Mistrz kierownicy ucieka”. Myślę, że co do tego zgadzamy się wszyscy.


A skoro już weszliśmy w tematykę filmową, to nie wyobrażam sobie lepszego momentu na zaprezentowanie swego w pełni subiektywnego rankingu najwspanialszych, najpiękniejszych, najoryginalniejszych i najbardziej odjechanych samochodów, które znamy ze srebrnego ekranu.

MIEJSCE 5: DeLoreanDMC-12, 1981 z trylogii „Powrót do przyszłości”

‍Paul Nigh’s ‚TeamTimeCar.com’ Back tothe Future DeLorean Time Machine

‍Mój ranking otwiera DeLorean głównie ze względu na sentyment do lat ’80 i na filmy Roberta Zemeckisa, do których zawsze chętnie wracam. Prace nad tym pojazdem jego pomysłodawca, amerykański przedsiębiorca John DeLorean rozpoczął już w połowie lat ’70, jednak jego produkcja wystartowała dopiero w 1981r. i trwała tylko do roku 1983, a całkowita liczba wyprodukowanych egzemplarzy to zaledwie 8583 sztuki. Liczba „12” w nazwie DMC-12 jest nieprzypadkowa, bowiem tyle w założeniu miał kosztować ten model – 12 tysięcy dolarów. Niestety wyraźny wzrost kosztów produkcji na skutek głębokiego kryzysu naftowego i gospodarczego, wymusiły konieczność podniesienia ceny grubo ponad dwukrotnie – do 28 tys.

Zapewne fanom filmu „Powrót do przyszłości” ciężko byłoby wyobrazić sobie inny wehikuł czasu niż DeLorean, ale scenarzyści bardzo poważnie myśleli o… lodówce o napędzie atomowym.

MIEJSCE 4: Lamborghini Countach z filmu “Wilku z Wall Street”.

www.gieldaklasykow.pl

‍Każdy, kto obejrzał film Martina Scorsese z 2013 roku zapewne choć przez chwilę, patrzył z zazdrością na to jak wyglądało życie głównego bohatera Jordana Belforta granego przez wspaniałego Leonardo DiCaprio. Samochód z początku lat ’90 jest kwintesencją tego jakże barwnego okresu. W tamtych czasach mogliśmy go podziwiać co najwyżej na obrazkach z gumy Turbo.

‍Pamiętacie tę scenę, gdy Leonardo będąc pod silnym wpływem narkotyków, próbuje najpierw wejść do tego samochodu, a następnie nieudolnie wraca nim do domu? (że też Leo nie otrzymał Oskara za tę rolę…) Jeżeli pamiętacie, to doskonale wiecie, w jakim stanie auto zakończyło jazdę. A jeżeli nie pamiętacie lub nie oglądaliście, to zerknijcie na zdjęcie poniżej. Czy wiecie, że na potrzeby filmu i tej sceny nie użyto repliki tego samochodu, a użyto jego oryginalną wersję? Zrobi to na Was zapewne jeszcze większe wrażenie, gdy zdradzę Wam, że Lamborghini to powstało w zaledwie 657 egzemplarzach!

wrc.net.pl

 

MIEJSCE 3: Cadillac Miller-Meteor, 1959 z filmów „Pogromcyduchów” 1 i 2

www.volocars.com

‍Aby dodać do rankingu trochę kolorytu idealnie do tego nada się pojazd kultowych Pogromców Duchów z filmów „Ghostbusters” z 1984 i 1989 roku.

Pamiętam, że oglądając te filmy jeszcze w czasach kaset VHS kupowanych na bazarze, ogromne wrażenie zrobił na mnie nie żaden z duchów, na które polowali bohaterowie, a właśnie ich pojazd, dodatkowo wyposażony w syrenę, której charakterystyczny dźwięk pamiętam do dzisiaj.

Pojazd ten stworzony został przez nieistniejące już przedsiębiorstwo motoryzacyjne Wayne Corporation, które zajmowało się produkcją autobusów szkolnych i miejskich oraz pojazdów specjalnego przeznaczenia. I tak właśnie było w przypadku samochodu Pogromców Duchów. Ich model pełnił najczęściej funkcję…ambulansu lub karawanu. Dziś w zasadzie już nie da się go zobaczyć na amerykańskich drogach, a szkoda bo nawet w Stanach robiłby do dzisiaj ogromne wrażenie, biorąc pod uwagę, że miał ok. 5,7 metra długości oraz ponad 2 metry szerokości.

W pierwotnej wersji scenariusza samochód był w kolorze czarnym, jednak z uwagi na fakt, iż wiele scen było kręconych nocą, zdecydowano się ostatecznie na kolor biały.

MIEJSCE 2: Aston Martin DB5, 1963 z filmów o przygodach Jamesa Bonda (Goldfinger, Operacja Piorun, Goldeneye, Jutro nie umiera nigdy,Casino Royale, Skyfall, Spectre)

www.mad4wheels.com

Tutaj w zasadzie można byłoby wstawić dowolny samochód z kolekcji Jamesa Bonda, bo wiadomo, że byle czym nie jeździł, a jego pojazdy wyposażone były w dość… hmmm jakby to ująć?… nieszablonowe rozwiązania. Wspomnę tylko o fotelu pasażera z katapultą, zasłonie dymnej, armatkach wodnych, obrotowej tablicy rejestracyjnej, która zmieniała numery w razie potrzeby no i oczywiście aktywne maskowanie, czyli nic innego jak… niewidzialność. Produkcja pierwszego seryjnie produkowanego Aston Martina miała miejsce już 100 lat temu! Model DB5 produkowano w latach 1963-65, a ostateczna liczba egzemplarzy to zaledwie 1063. Auto rozpędzało się do „setki” w 7,1 s. i osiągało prędkość do 225km/h.

Gdyby ktoś nabrał ochoty na ten samochód, to jest dobra wiadomość – Aston Martin wyprodukował limitowaną serię 25 egzemplarzy. Obawiam się jednak, że dla niektórych może zniechęcić cena – 2,75 mln… funtów… netto.

MIEJSCE 1: Shelby Mustang GT500,1967 z filmu „60 sekund”

www.autokult.pl

‍To auto musi robić wrażenie nawet na ignorantach motoryzacyjnych. Śmiem twierdzić, że nawet Stewie Wonder obejrzałby się za tym cudem. 7-litrowa jednostka napędowa, produkowała moc sięgająca 550 KM jednak ze względu na restrykcje firm ubezpieczeniowych, była zaniżana do 355 KM. Samochód osiągał prędkość do 240 km/h, a do „setki” rozpędzał się w 6,7s.

Podając te parametry na myśl przyszły mi słowa magistra Miśkiewicza (Tomasz Kot) z filmu Testosteron (cytuję z pamięci) „I po co Ci takie coś, jak w mieście masz ograniczenie do 50?”.

To nie ma znaczenia, przy dzisiejszych cenach paliwa i tak pewnie stałby pod domem, ale cieszyłby oko każdego dnia.

‍W filmie 60 sekund Dominica Sena z 2000 roku, Mustang Shelby nazwany Eleanor to obiekt pożądania głównego bohatera Randalla “Memphisa” Raines’a, w którego wciela się Nicolas Cage. Na potrzeby hollywoodzkiej produkcji stworzono 11 egzemplarzy tego samochodu, a na potrzeby nakręcenia widowiskowego pościgu zniszczono 5 egzemplarzy GT-500.

Wszelkie rankingi mają to do siebie, że każdy czytający może mieć zupełne inne typy. W tym z uwagi na ograniczoną ilość miejsc zabrakło ich dla takich kultowych samochodów jak: Mini Cooper („Włoska robota”), Batmobil („Batman”), Ford Falcon XB GT („MadMax”), Pontiac Firebird Trans-Am II („Mistrz kierownicy ucieka”), czy też z naszego własnego podwórka Fiat 125p jako taksówka o numerze 1313 z serialu „Zmiennicy” lub auto Pana Samochodzika, czyli Volkswagen 166 Schwimmwagen.

Podsumowując dzisiejszy wpis – iluzja nieśmiertelności, która wydaje się być wprost proporcjonalna do ilości wypitego alkoholu lub do klasy naszego samochodu może okazać się zgubna, a cenę którą przyszłoby nam zapłacić, nie jest warta tych kilku chwil, w których poczujemy się niczym James Bond w naszym Golfie ścigając największego złoczyńcę na świecie.

Cieszmy się długim weekendem, piękną pogodą i towarzystwem naszych bliskich nie tylko w najbliższą majówkę, ale i w następną i następną i następną.

autor – Stanisław Leszczyński

Polecane wpisy na naszym blogu
Zainteresowany współpracą?
Sprawdź naszą ofertę i skontaktuj się z nami
Zadzwoń
+48 509 127 746
Zadzwoń
Przewiń do góry